Ostatnie wpisy
Zakładki:
EMule - Sumy Kontrolne
Film
Gry (PC)
Muzyka
Programy
Różne
Liczydło
Sport
|
piątek, 10 czerwca 2005
Decyzja Ostateczna
Ogłaszam, że moja działalność na tym blogu dobiegła końca gdyż nie mogę wypowiadać tu wszystkich moich myśli, ponieważ niektóre osoby które znam osobiście posiadają adres tego oto wirtualnego pamiętnika. Kończę pisać TU ponieważ nie chcę by ktoś poczuł się urażony, tym co mógłby kiedyś przeczytać.
T H E E N D
poniedziałek, 06 czerwca 2005
123 Strona, Piąte Zdanie... Na Życzenie :)
"Jakie umiejętności musiał posiadać aktor epoki kina niemego, a jakie udźwiękowionego?"
ŹRÓDŁO: "U Żródeł Współczesności - Dzieje Nowożytne i Najnowsze" Włodzimierz Mędrzycki i Robert Szuchta.
czwartek, 02 czerwca 2005
Przeszłość
Ma ona jedną wielką wadę i zaletę. Niestety jej nie da się zmienić, a na szczęście jest już za nami.
środa, 01 czerwca 2005
Święto Dzieci & Dzień Sportu
Kolejny raz, jak co roku dziś Dzień Dziecka. W szkole zorganizowany został Dzień Sportu i było wiele konkurencji sportowych. Wstałem rano, jak zwykle, gdy idę do szkoły. Straszna chrypa, ból gardła, kaszel a tu trzeba iść i grać. Jak się zgłosiłem to już się nie wywinę a u nas w klasie jest zbyt mało osób by w razie mojej nieobecności ktoś zagrał za mnie. Na rybach chyba znów się przeziębiłem, bo mimo iż było upalnie to chwilami nad wodą powiał wiatr. Zimne napoje też się piło. Wszystko zaczęło się o 9:00 i trwało do 12:00. Dlatego, że u nas w klasie jest mało osób to wzięliśmy udział tylko w rozgrywkach piłki nożnej (inne klasy nie tylko zagrały w piłkę). Mecze były bardzo krótkie, a i zasady gry dość specyficzne. Wygraliśmy wszystki spotkania. Na grę świeciło słońce, a potem znów zimno. Przez ostatnie lata w naszym kraju klimat bardzo dziwnie się zmieniał. Jedna zima niemal bez śniegu. Potem przyszła opóźniona i zasypało tak, że trudno było się poruszać po mieście. Teraz kilka dni upałów i zimno. Pamiętam jak jeszcze nie tak dawno z wielką niecierpliwością czekałem na ten dzień. Już w myślach kalkulowałem co dostanę, a co będę sobie musiał kupić za otrzymaną gotówkę i czy mi na to wystarczy. Teraz jest to dzień jak każdy inny z siedmiu dni tygodnia. Może już nie jestem dzieckiem. Swoją drogą wolę dawać prezenty i patrzeć jak inni się cieszą niż samemu je dostwać. Dziś potrafię się cieszyć z wielu innych rzeczy, których napewno kilka lat temu bym nie docenił. Kiedyś życzenia traktowałem jako formalność przed otrzymaniem prezentu. Teraz zastanawiam się nad słowami w nich zawartymi i to mi wystarcza. Oczywiście upominki również się bardzo liczą, ale teraz już nie mam wymagań. Każda rzecz ucieszy jeśli jest dawana z czystego serca. Nie chcę by inni się kosztowali, bo dziś wiem, że zarobić nie jest łatwo. Kiedy myślę, że będę musiał sam opłacać wszystkie rachunki, czynsz itp. za własne zarobione pieniądze to jestem szczęśliwy, że jeszcze te kilka lat będę mógł być "niepełnoletnim pasożytem". Już coraz bardziej źle się z tym czuję. Niby rolą rodziców jest wychować dziecko (do 18 roku życia) a co na to się składa wszystko za nie płacić, ale świadomość tego, że jak narazie na mnie są tylko wydatki nie jest zbyt przyjemna. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał taką pracę, że oprócz opłat i spełniania własnych potrzeb będę mógł się rewanżować Tym, którzy dokładali starań by mnie wychować. Chyba wkońcu taka rola dzieci, by być kiedyś ostoją rodziców? Się rozpisałem.
czwartek, 26 maja 2005
Pamiętny Finał Ligi Mistrzów
Wspominałem nie tak dawno, że na finał Ligi Mistrzów wybierałemm się do Czarnego_Dżaguara. Zaproszonych było jeszcze kila osób i łącznie miało nas być siedmiu. To był planowany, kulturalny wieczór. Aby lepiej uczcić wydarzenie, każdy miał kupić sobie po piweczku (lub dwóch) i przytaskać je ze sobą. Oczywiście nie mając 18 lat (lub nie wyglądając na tyle groźnie by sprzedawca się wystraszył ;) piwa w większym sklepie nie kupię. Umówiłem się z kolegą ze szkoły, żeby poszedł ze mną. Wpadłem na pomysł, by napisał mi zezwolenie na zakup dwóch piwek :). Niestety wiarygodnie to nie wyglądało. Mimo to poszliśmy. Drugi pomysł był już lepszy. Poproszę kogoś, dam mu monety i niech mi kupi. Pierwszy z panów był chyba za bardzo sumienny, bo powiedział, że na piwo jestem za młody :). Wszystko rozumiem, ale chyba umiarkowanie, raz na jakiś czas można? Przynajmniej ja tak myślę. Ze sklepu wychodził jakiś starszy, podpity pan. Jego rówienież zapytałem czy nie mógłby by zrobić tych zakupów, a on się zgodził. Po niedługim czasie miałem już dwa Okocimy (Mocne;) w plecaku, więc ładnie podziękowałem i wrółciłem wraz ze znajomym na jego osiedle. Porozmawialiśmy o egzaminach, szkole, przyszłości aż przyszedł czas by się zbierać. Do domu, przebrać się i w drogę. Na miejscu byłem pierwszy. Było jeszcze dużo czasu, toteż z gospodarzem pograliśmy na Playstation. Potem goście zaczęli się schodzić. Jedni jeszcze nie zdążyli zrobić zakupów i musieli pobiegać po okolicznych sklepach. Wkońcu wszyscy zebraliśmy się w jednym pomieszczeniu przed TV w oczekiwaniu na wielki mecz. Był popcorn, chipsy, Caribu zmieszane z Nestea - tak na wesoły początek. Słodkie to ma smak niezmiernie. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego praktycznie wszystko zostało zjedzone. Zostały tylko napoje. Rozweseleni prowadziliśmy rozmowy o śmiesznych sytuacjach w jakich w niedalekiej przeszłości się znajdowaliśmy. Śmiechu było niemało :) Jeden z gości chwalił się swoim telefonem komórkowym, który odblokowuje się przy pomocy kluczy do mieszkania :) Na atmosferę nikt nie mógł narzekać. Już pierwsza minuta meczu wprowadziła nas w mniej pozytywny nastrój, gdyż Milan objął prowadzenie. Sięgneliśmy po lekarstwo - piwko :) Później kolejne bramki dla Milanu, wyładowywanie gniewu na telewizorze, który odmawiał posłuszeństwa i rzucanie popcornem w sędziego (faktycznie to w ekran). Po pierwszej połowie nie mieliśmy wesołych min. Gdy wybierałem się do łazienki stwierdziłem, że mam lekkie problemy z poruszaniem się. - Ja chyba nie jestem pijany? - mówiłem do siebie. - Nie, napewno nie jestem. Gdy łazienka była zajęta, reszta gości nie wytrzymuąjc zaczęła załatwiać swoje potrzeby... przez balkon. No cóż. Na innych mogło mocniej podziałać. Byłem już bardzo wesoły. Za 40 minut miała wrócić mama Cz._Dż. a tu goście bez koszulek (gorąca atmosfera:) leżą na podłodze, tłuką się poduszkami, inni robią przez balkon, popcorn jest dosłownie wszędzie, puszki po piwie też... a miało być kulturalnie. Nawet nie wydawałoo mi się to niezwykłe, co wokół się działo. Na drugiej połowie dostałem jeszcze od kogoś likier: -Spróbuj, zobacz jakie słodkie. I było. - Tak, rzeczywiście, bardzo słodkie. Gdy jeden z gości leżał na dywanie, drugi ze sporej odległości wlewał mu do ust piwo ze szklanki. Taka zabawa :) Dywan też się napił :D Już chyba tylko pies gospodarza był w normalnym stanie. Potem euforia. Trzy bramki dla Liverpoolu. Wszyscy darli się: Liverpool!!! Liverpool!!! Szczęśliwie było jeszcze przed ciszą nocną, ale i tak ludzie siedzieli w oknach bo balkon mieliśy otwarty. Dogrywka mijała bardzo szybko, a faktycznie to już się na ekran nie patrzyłem. A może patrzyłem, tylko mało pamiętam. Nie wiem. Zegarek pokazywał 23:04 kiedy postanowiłem, że zacznę się zbierać. Do domu nawet blisko, to karne obejrzę już u siebie. Pożegnałem się i z Cz._Dż. poszliśmy na przystanek. Ledwo cały ze schodów zszedłem. Tramwaj miał być za 20 minut. Nie mógł tyle ze mną czekać, bo jak zostawić na tyle czasu w domu upojoną bandę? :) Nogi nam się plątały. Jestem pewien, że mój chód nie przypominał ruchu prostoliniowego :) W oddali zobaczyłem autobus. Chwiejnym biegiem dogoniłem go. Pusty prawie był. W porę zorientowałem się, kiedy wysiąść, bo bym sobie jeszcze pojeździł. Od autobusu miałm jeszcze kawałek na pieszo (około kilometr). Potykałem się o chodnik, jeszcze nigdy tak się nie... wstawiłem. Po drodze w okolicach mojej szkoły (na nieszczęście) minąłem chyba panią od geografii :-/ . Szliśmy jednym chodnikiem, lecz nie byłem pewien czy to ona. Dostrzec napewno dostrzegła, że nie jestem w normalnym stanie. Sam się domyślam już jak to wyglądało. A z geografii staram się o 5 na koniec ;) Chciałem się upewnić czy to napewno ona, ale mółj wzrok już nie był ostry a jeszcze ciemno było. Kawałek dalej wpadłem na dziciaka z naszej szkoły, który kręcił się po parkingu. Nie wiem co on o tej godzinie tam robił. On to jeszcze podstawówka. A może gdzieś wyjeżdżał z rodziną na weekend. Przestałem o tym myśleć. Teraz tylko żeby dotrzeć do domu i sen. Tak bardzo zacząłemem się robić senny. Na przystanku bliżej domu czekali na mnie rodzice. Umówiłem się tam, żeby się tak bardzo nie martwili. Opanowałem skutki uboczne picia najlepiej jak potrafiłem. Razem poszliśmy do domu. To chyba niemożliwe, żeby nie domyślili się, że sporo wypiłem. Faktem jest, że żadnej nagany na szczęście nie dostałem. Wpadłem do domu i szybko włączyłem telewizor. Szewczenko podchodzi do piłki. Strzał i obrona Dudka. Święto Anglików na tureckim stadionie. Dramat piłkarzy i kibiców Milanu. Przecież prowadzili na począku 3:0. Dudek tonie w obęciach kolegów z drużyny. Oczy mi się zamykają. Szybko umyłem się, i do łóżka. Chyba jeszcze nigdy tak szybko nie zasnąłem. Nawet nie wiem kiedy. Obudziłem się dzś po 7. Nawet już śpiący nie byłem (za to teraz jestem). Czy to przymulenie to ten słynny "kac" ? :) Jedno wiem napewno. Następny taki wieczór powtórzymy dopiero na zakończenie roku szkolnego by się pożegnać. Było świetnie, ale co za dużo (lub za często) to niezdrowo. Mam nadzieję, że nie zmienicie o mnie zdania i nie pomyślicie, że się staczam itp. Poprostu myślę, że trzeba się raz na jakiś czas porządnie rozerwać, kiedy wokół ciągłe stresy. Raz na długi czas.
WSZYSTKIM MAMOM WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNA MATKI.
wtorek, 24 maja 2005
"Na Nogach Przez Życie"... czyli Słowna Gra
Czas bierze nogi za pas, choć idziesz za nim - noga za nogą On jest zawsze przed Tobą jedną nogą. Często rzuca kłody pod nogi byś na nogach nie ustał człowieku drogi, Nie bój się jednak życiowej drogi mimo, że często plączą Ci się nogi. To nie jest żaden cud, życie nie pada do naszych nóg. Przebieraj mocniej swymi nogami by znaleźć się szybciej za zakrętami. Świat jest kuty na cztery nogi, więc bierz pod uwagę wszystkie przestrogi. Chociaż nieraz robisz wszystko jak noga, popatrz wokół - może ktoś Ci rękę poda. Nigdy nie dawaj nogi, bo w życiu nie o to chodzi. Kiedyś złapiesz Boga za nogi, to pomoże Ci otworzysz wszystki zamknięte drzwi byś kolejną podróż na nogach mógł rozpocząć, bez obaw, przyjdzie czas by odpocząć... Znów Coś Napisałem
Czas ostatnio mija mi na lekkim szlifowaniu średniej ocen. Dobrze by było idealnie pod koniec tego gimnazjum. I jutro wreszcie finał Ligi Mistrzów :) Tyle czekałem aż The Reds dojdą do finału. Licze na nich:) Na mecz wybieram się do Czarnego_Dżaguara :) Będzie duża frekwencja przed TV bo całe 7 osób :) Jutro też ważna klasówka z j.polskiego i test z angielskiego na w drugiej szkole :( Sama gramatyka z pół roku nauczania. No to dziś trochę się nad tymi książkami posiedzi. Jutro też derby Warszawy :) Sama rozrywka oraz cztery dni odpoczynku. Do wakacji już niedługo, z czego tak pośrednio jestem zadowolony. Będzie dużo wolnego czasu, ale też moge trafić do innej szkoły niż moi najlepsi znajomi i mimo podobnych ocen jest jednak obawa.
poniedziałek, 09 maja 2005
Czy...?
Czy w jakiejkolwiek dziedzinie bądź kwestii istnieje prawdziwa (nie ta pozorna - tylko na pierwszy rzut oka widoczna) idealność?
środa, 04 maja 2005
Po Majówce...
Ciekawe dni mijają jednak o wiele szybciej. Ognisko, wędka, ryby... co najważniejsze cisza... wszystko to sprawiło, że wreszcie chyba naprawdę odpocząłem. Nic nie złowiłem, bo miałem mały wybór akcesoriów wędkarskich, gdyż ktoś sobie je pożyczył bez pytania. Jednak, mimo tego nic nie zaburzyło spokoju. Złowić, nic nie złowiłem, ale to nieważne. :) Jedynie ostatni dzień nie należał do przyjemnych. Umówiłem się z kimś na spotkanie w Łazienkach Królewskich. Szukałem, szukałem i szukałem tej osoby...i nie znalazłem :( Mimo iż tam była. Oczywiście potem było, że nie przyszedłem :( Mam nadzieje, że jakoś uda mi się to naprawić. Już w powrotnej drodze wsiadłem do autobusu ostatnimi drzwiami. Ledwo dało się wejść. Jakieś osobniki przewoziły dwa, niemałe górskie rowery. Ludzie... rower to chyba środek transportu i na nim się trzeba poruszać, jeśli już się go bierze... autobus to chyba nie prom. Może nie umieli na nich jeździć? Ludzie są dziwni, zresztą nie raz to mówiłem i pisałem. Wsiadłem w plecaku (niedużym, a już napewno nie podróżnym). Starałem się tak ulokować, by nikomu nim nie przeszkadzać...a jednak. Bez jakichkolwiek uprzedzeń jakaś pani (baba jedna), zaczęła mnie rozbierać z mojego ekwipunku wędkarskiego wiezionego na plecach.Jeszcze: "Może by pan tak zdjął ten plecak? Będzie wygodniej mi, panu, i wszystkim w autobusie". Może najpierw by zapytała? Wtedy przypomniałem sobie, że u nas to zawsze najpierw robią, a potem nad tym myślą. Nie tylko w autobusach, ale i na ulicach, w rządzie, wszędzie. Dlatego ta nasza Rzeczpospolita tak stoi. Błędów nie poprawiam bo mi się nie chce i nie mam czasu. Kto się będzie czepiał temu w ucho cios :P
sobota, 30 kwietnia 2005
Nie Doceniają...
Ostatnio zauważyłem, że ludzie wiecznie narzekają. Jak by nie było, to chcieliby mieć lepiej, więcej, taniej. Logiczne chyba, że każdy by tak chciał, no ale bez przesady. Po grze w piłce odwiedziłem mieszkającą nieopodal rodzinę (brata mojego ojca i moją babcię). Zmuszony byłem podziwiać jaką to wujek sobie limuzynę (11-nasto letniego Volksvagena Polo) z Holandii sprowadził. No fakt, smochód w bardzo dobrym stanie jak na swoje lata. W Polsce 11-letnie auto wygląda już jak zniszczony zabytek. Wina właścicieli? Możliwe. Myślę, że też serwisów, które mają opiekować się autami a nie wyjmować z nich części bez wiedzy właściciela. To potwierdza, że w Polsce to cwaniactwo. Motoryzacja, mnie nie pociąga. Wracając do tematu. Przy grillu rozmowa zeszła oczywiście na interesy, pracę i tym podobne. I tu się zaczęło. Lamentowanie. Jak to wujo w pracy ma ciężko, jak to mało płacą, jak to nadgodziny muszą robić. Ech... ale awans dostał. Podwyżkę, niedużą to niedużą, ale również otrzymał. Ma dom a nie mieszkanie w bloku co się równa mniejszym opłatom. Ogród ładny, duży... luksus porównując z mieszkaniem w bloku. Małe mieszkanko, masę kasy trzeba wywalać na opłaty... A on mówi, jak to musi naprawić schodek, bo kostka się pokruszyła i nie dość, że zmęczony po pracy wraca to jeszcze musi ciężko pracować w ogrodzie. Chyba to powinna być przyjemność... w końcu robi to dla siebie i estetyki swojego ogrodu a nie dla kogoś. Wiecznie, nie tak. Wszyscy chcieliby lepiej,a nie myślą, że mogłoby być gorzej. Inni nie mają pracy, ledwo się utrzymują i dziękują za to co mają... takie czasy. Niektórzy to chyba urodzeni królewicze. Nie dość, że dom wybudowała mu matka, więc płacić musiał niewiele... to jeszcze źle. I jak tu się nie burzyć? Nikomu nie zazdroszczę... tylko, żeby inni doceniali to co mają. Wyjeżdżam jednak na ten weekend. Mam nadzieję, że miło spędzę czas. Życzę innym udanego wypoczynku. Coś mi tu rodzina nad uchem gada, więc skupić się nie moge. Ciekawe, czy chociaż logicznie zdania ułożyłem :)
piątek, 29 kwietnia 2005
Happy
Nie dość, że udało mi się przywrócić pozycje tekstu na blogu to wreszcie naprawiłem też błąd, przez który nie mogłem uzywać zaawansowanego edytora. Mogę być z siebie dumny :) Emocje po egzaminach raczej już opdały. Muszę przynać, że najgorsze to były te ostatnie minuty, zanim dostaliśmy "te kilka kartek, które zaważą na naszej przyszłości". W ostatnim czasie znów nie pisałem, a jeśli już to mało, no ale chyba nikt się nie dziwi. Oczywiście, potwierdziło się, że jestem humanistą. Na pierwszy rzut oka zadania matematyczne wydawały mi się jakby były rodem z kosmosu. Dopiero po dłuższym zastanowieniu zacząłem coś tam rozwiązywać. Część testowa była w miarę łatwa, gorzej otwarte zadania. Liczenie, to nie jest moja mocna strona :) Dziwne, że z fizyki (nie chwaląc się) moge mieć 5. Może dlatego, że od początku się do niej przykładałem. Już zanim odbyła się pierwsza lekcja fizyki (moje początki w gimnazjum), zostałem uprzedzony, że nie jest to łatwy przedmiot. Trudny nie jest ;) Co innego chemia... Nie rozumiem jej. Jakoś radzę sobie, ale fakt, faktem często nie wiem o co chodzi. Teraz znów mam kilka dni wolnego, to notki pewnie będą się pojawiać... chyba, że wyjadę. Odstresować się :) Nie tak, żeby się upoić do nieprzytomności a potem się tym chwalić. Może na rybki, nad Wisłe skocze :) A jutro wycieczka do Kampinosu. Trzeba korzystać, skoro jesteśmy jedynym państwem w Europie, w którym ze stolicy jest, bezpośredni dostęp do parku narodowego. Kiedyś, na geografii się dowiedziałem :P Zanim weszły te "ciekawe" tematy typu: Ile traktorów przypada na jednego rolnika w naszym kraju :/ Puszczy zwiedzać nie będę... znam ją już nieźle. W piłke pogram. Po tym stresie, ostatnio śpię jak kamień. Wcześnie robię się senny a potem problem, żeby wstać rano. Kiedyś tak nie było. Kryzys przechodze chyba jakiś :) A wysypiać, i tak się nie wysypiam.
środa, 27 kwietnia 2005
Egzaminy
Humanistyczny - nieźle.
Matematyczno - Przyrodniczy - gorzej niż źle... a może nie najgorzej :)
Więcej napisze, jak emocje opadną. :)
http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/0,52308.html - tu można sobie zobaczyć te testy...
piątek, 22 kwietnia 2005
Wszystko Nad Czym Myślałem i Czułem Dziś
Tak więc rzecz działa się na dzisiejszej lekcji WOS-u. Nauczyciel jak ma w zwyczaju, zaczął dyskusje (na temat dziwnego okazywania uczuć przez młodzież w dzisiejszych czasach). Opowiedział, jak to młoda para w środku komunikacji miejskiej się całowała, po czym dziewczyna opluła swego lubego i cała roześmiana wybiegła z autobusu na najbliższym przystanku. Jej chłopak ruszył za nią w pościg, a gdy ją dogonił śmiali się już obydwoje... gdzie tu logika? Była jeszcze druga historyjka, lecz tak bardzo podobna do tej, że nie ma senesu jej przytaczać. Tu chyba miał racje (raczej napewno miał)nauczyciel, że jeśli nie zwrócisz uwagi ludzi na siebie swoją inteligencją to musisz głupotą. Ś.P. Czesław Niemen nagrywając piosenkę "Dziwny Jest Ten Świat", zapomniał nagrać zwrotki w tym przeboju z dawnych lat o jeszcze dziwniejszych ludziach żyjących na tym świecie. Niedługo jedni ludzie będą wpychać drugich pod pędzące ulicą samochody, a ten kto przeżyje będzie się mógł się śmiać z tego, który nie dotrwał... czyż nie lepsze, niz jakieś tam plucie z "czułości"? Zauważyłem, że w dzisiejszych czasach nawet poziom poczucia humoru u ludzi się pogarsza (nie wspominając już o innych poziomach). Nie w ten sposób żeby byli ponurakami, a wręcz przeciwnie. Śmieszą ich coraz to głupsze rzeczy. Weźmy np. takie 4FUN.TV nadające program o nazwie "KARTONY". Są to odcinki prymitywnych, bezsensownych kreskówek (jak ktoś znajdzie ich sens to niech się zgłosi). Kto z Was oglądałby np. "Człowieka Biegunkę" lub "Pieska Leszka", na którego przez dwa odcinki potrafi spadać jabłko z jabłoni pod którą leży, by ostatecznie upaść obok niego? Dno totalne. A co smutne... przyciąga widzów. Czy głupota nas powinna razić czy imponować? Kiedyś nawet lubilem oglądać 4FUN.TV (na początku ich istnienia), lecz z czasem pobytu na rynku "dopasowali" się do panujących zasad i stali się równie komercyjni jak inne stacje. Trochę zszedłem z tematu o którym chciałem powiedzieć. Tak więc chodzi o to, że rozmowa na WOS-ie zeszła na to "Czego nie lubimy w ludziach (płci przeciwnej niż my) w naszym wieku?" Jedna z koleżanek z klasy powiedziała, że szpanerstwa chłopaków z czym można się zgodzić. Potem natomiast dowiedziałem się, że jestem dziecinny jak i jeszcze kilku chłopaków z mojej klasy. Nie wiem na jakiej podstawie te słowa no ale jednak padły. Z ust dzieczyny, która na szkolnych korytarzach zachowuje się w towarzystwie chłopaków conajmniej dwuznacznie ( np. potrafi się drzeć jakby orgazm miała). Nie chodzi tu oto żeby ją obsmarować bo mnie zdenerwowała. Chociaż nawet nie powinienem sie tym przejmować, bo powiedziała to osoba, która totalnie olewa szkołe (czasem jej się coś powiedzie, odświętnie), kłamie w żywe oczy nauczycielom wynajdując jakieś słabe wymówki, a co najgorsze... dwa sumienia. Wiecznie, ckolwiek by nie zrobiła, uważa, że postąpiła wporządku. Nigdy nie przyznała się do błędu. Nikogo nie przeprosiła. Oczywiście, tuz po zakończonej lekcji wszystko wróciło do normy tzn. zaczęła dalej zachowywać się jak zawsze... Zapytałem: - Gdzie ta powaga z WOS-u? Usłyszałem: - Weź przestań!! A co Ty lepszy? No fakt, pewnie nawet nie zrozumiała o co mi chodziło z tym pytaniem. Jak powiedział mój kolega, jeszcze mamy prawo być dziecinni, ale nie jej nas to oceniać. Komu jak komu, ale zdecydowanie nie tej osobie u której powagę można zobaczyć tak często jak zaćmienie słońca. Większość tego weekendu spędzę pewnie na rozwiązywaniu próbnych testów, które juz tak niebawem będziemy pisać. A ona... pójdzie pewnie (jak przez przypadek usłyszałem) w sobote do klubu jakiegoś się pobawić. Pewnie nawet zapomni, że testy są :) No może trochę przesadziłem. A zresztą... co mnie to obchodzi. Mam swoje życie i tylko to jedno będę układał. Inni niech robia co chcą. Byleby w droge mi nie wchodzili... Dzień dzisiejszy oprócz tego co opisałem, był nawet wesoły. Pod koniec humor mi się poprawił. Nawet wycieczka na przerwei do spożywczego może być źródłem wrażeń... kto wie ten wie o co chodzi :) Przynajmniej wreszcie możnabyło się troche pośmiać.
czwartek, 14 kwietnia 2005
Nie Wiem
Czasami nie wiem po co zapisuje tu kolejne słowa. Mam masę roboty do szkoły na jutro a jak na razie to nie robie nic. Siedze i zastanawiam się po co wogóle mi blog? Czasami ta okropna niechęć spowodowana jest (napewno) pustką, przez którą nie wiem co mam pisać. Nie rozmyślam ciągle nad tymi samymi sprawami, bo przecież wnioski pozostają te same. Coś licznik na blogu wysiadł. Zresztą nie tylko mi. Byłem dziś, na spotkaniu w kolejnym liceum w Warszawie. Po drodze spotkałem znajomego, dzięki czemu ja i mój kolega nie miliśmy problemów z dotarciem do tej szkoły. Doga długa i wyboista (dosłownie). Mojemu koledze bardzo się tam spodobało i widać, że chce się tam dostać. A ja... ja nie wiem. Nic nie wiem. Nie wiem już nic. Widze swoje blokowisko, już jesteśmy domu blisko, rymy składam w autobusie, nudzi mi się, nudzi Mu się... o tak. Dziś była klasówka z chemii. Miała być z materiału z 3 lat, a było z ostatnich lekcji. Jakoś tam będzie. Coś napisałem.
niedziela, 10 kwietnia 2005
Pozory
Jeszcze tylko poprawić krzesło, usiąść wygodnie i pisać. Już powoli wracam do zdrowia i zapewne niedługo do szkoły. Ostatnio siedząc tak w domu stwierdziłem, że jestem uzależniony od komputera. Gdy nie działał, chodziłem po mieszkaniu, nie wiedziałem co mam robić, nudziłem się. Gdy działa wcale nie jest lepiej. Za długo już siedze chyba w domu. Teraz dopiero zobaczyłem jak tylko pozornie internet umożliwia nam kontakt ze światem i ludźmi. Niby wiadomości nam przekazuje i można być dzięki temu ze wszystkim na bierząco, jednak co do kontaktów z ludźmi to już jest inaczej. Są te różne komunikatory typu Skype, Tlen, Gadu Gadu itp. jednak nic nie zastąpi rozmowy w cztery oczy np. w szkole lub kinie czy też gdziekolwiek indziej. Chwil wspólnych spędzonych ze znajomymi np. na grze w piłce (na dworzu lub Playstation2 ;) napewno nie można równać z rozmowami przez internet. Pomyślałem też jak by się skróciła lista moich znajomych na Gadu Gadu gdybym zostawił tylko tych, których naprawdę znam. Ludzie potrafią się świetnie maskować, więc jeśli z człowiekiem nie przebywasz często, nie rozmawiasz w rzeczywistości to choćby niewiem jak długo pisał z nim maile lub rozmawiał za pomocą jakiegoś komunikatora to i tak można powiedzieć szczerze, że poprostu go nie znasz. Wiesz tyle ile Ci powiedział. Czyli jednym słowem mówiąc nic, gdyż mogłeś poznać całą prawdę a równie dobrze usłyszeć ciekawe opowiadanie fantastyczne. Szanse 50:50. Kropla w morzu. Bez sensu jest pisanie z ludźmi, gdy wiesz, że ich naprawde nigdy nie poznasz. Z takimi ludźmi i tak szybko kończą się tematy do rozmów, gdyż na przyjaźń mają wielki wpływ sytuacje z życia codziennego w których uczestniczymy, liczą się reakcje na dane tematy... a reakcji "przyjaciół" z internetu na takie sytuacje nie poznamy, bo jedyne co to mogą nam oni o tym (o swojej reakcji)... właśnie... jedynie powiedzieć. Dla mnie jedynym liczącym się sposobem postrzegania rzeczywistości jest bezpośrednio to co zobacze na własne oczy a nie dowiem się z ust innych ludzi czy też zobacze w telewizji. Mam wrażenie, że notka ta jest nieskładna ale myśli chyba nie muszą być ułożone w piękny wiersz. Muszę coś zrobić jeszcze, żeby komputer nie kradł mi tyle czasu. Ja nic nie robie. Niby jestem chory jeszcze to co miałbym robić... ale ta myśl, że czasem siedze bezczynnie przed monitorem jest dobijająca. I jeszcze Ci niektórzy zagadujący gdy tylko z czymś nie mogą sobie poradzić. Muszę trochę się od tego uwolnić. Przynajmniej spróbuje. Niektórych ta moja notka może poruszyć zwłaszcza ludzi z GG jednak czy nie mam tu racji? Błędów nie poprawie w tej notce, mam nadzieje, że ich tak dużo nie ma. Nie będę jej czytał bo jeszcze ją skasuje, bo kompozycja mi się niespodoba. Mam nadzieje, że nią nikogo zbytnio nie uraziłem. PS. Przeczytałem ją.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||